Posty

Gust każdy ma swój, czyli ,,Martwa jesteś piękna" w pigułce

Obraz
Pozostając w sferze zabójstw i (tutaj seryjnego) mordercy, sięgnęłam po ,,Martwa jesteś piękna", drugą - po ,,Szczątkach" powieść Belindy Bauer wydaną w Polsce. Waham się powiedzieć, że rozczarowała mnie ta lektura. Waham się, ponieważ rozczarowanie jest dość silnym uczuciem, a ,,Martwa jesteś piękna" jest w moim odczuciu  lekturą tak miałką, tak płaską, że najsilniejsze, co można by przy niej poczuć, to ból - o ile zacięlibyśmy się krawędzią strony.  Sam pomysł nie był moim zdaniem zły. Reporterka kryminalna nawiązuje przypadkowy kontakt z samozwańczym mordercą - "artystą", który w rezultacie zaczyna mieć na jej punkcie obsesję, która zostanie zaspokojona dopiero wtedy, kiedy Eve (rzeczona reporterka) stanie się perłą w koronie jego ,,dzieł". No i dobrze. Mamy przed sobą ciekawie zapowiadający się kryminał. I co? I nic. Ponieważ MIAŁKOŚĆ. Postacie są jak z kartonu, i to kartonu marki Stereotyp-ikarium. Eve zapieprza jak dziki osioł mając nad sobą szefa, k...

,,Skrucha"... tylko czyja?

Obraz
,,Skrucha" jest powieścią w powieści - historia, jaką podaje nam Clark, jest relacją podstarzałaego, przebrzmiałego już pisarza, Aleca Z. Carelliego, na temat wydarzenia mającego miejsce kilka lat wcześniej w nadmorskiej miejscowości  Crow -on-Sea. Wydarzenia, które wstrząsnęło całą miejscową społecznością - bo tak właśnie się dzieje, kiedy nastolatka pada ofiarą tortur i morderstwa ze strony trzech koleżanek z liceum. Ludzie są wstrząśnięci, przerażeni, zszokowani, może nawet zrozpaczeni. Prawda? Eliza Clark fantastycznie łączy ze sobą różne media i źródła - wywiady, blogi, podcasty, sekcje komentarzy pod postami i calloutami, mniej lub bardziej prywatne notatki - żeby stworzyć przed czytelnikiem iluzję prawdziwego reportażu. Tylko że właśnie na tym słowie - ,,prawdziwego" - zaczynają się schody. SJP: prawdziwy 1. zgodny z rzeczywistością; realny; rzeczywisty 2. taki, jaki powinien być lub jaki zwykle bywa (np. prawdziwy uczony, prawdziwa niedojda) Zgrzyt pojawia się już na ...

,,Morfina" - strach przed bólem, strach przed życiem

Obraz
Nadwyrężyłam sobie niedawno nadgarstek, wobec czego zamiast zgodnie ze swoim zwyczajem napisać recenzję ręcznie, chciałam użyć do tego komputera. Jednak już po kilku zdaniach poczułam, że coś jest nie tak - że tak bolesna, piękna historia potrzebuje bardziej intymnego podejścia. Tak więc jesteśmy. Ja, mój notes, i mój długopis. Oraz Maki i Hide. Mam 24 lata i nigdy jeszcze nie doświadczyłam żałoby. Myślę o tym, o śmierci kogoś bliskiego, tym częściej, im starsza jestem. Przeraża mnie to i nie jestem gotowa na ból, którego nawet nie umiem sobie wyobrazić. Rozumiem więc, choć jakby w odbiciu lustrzanym, lęk Maki. Maki, która nie boi się kolejnej straty, a tego, co wisi nad nią jak samospełniająca się przepowiednia. Tego, co nazywa klątwą, tego, co zabije ją zanim ukończy 32 lata.  ,,Morfina" nie jest mangą fantasy, więc oczywiście nic takiego jak klątwa tutaj nie istnieje. Istnieje natomiast trauma. Trauma, którą rozumie każdy, kto wychowywał się w przemocowym domu, kto wie, że pewn...

,,Niewyjaśniona logika mojego życia" - Salvatore Silva w roli Każdego Nastolatka Ever

Obraz
Książki opowiadające o zbliżaniu się do dorosłości, o tym płynnym, nieokreślonym, nieopisanym poczuciu, że nie jest się już dzieckiem, ale nie jest się jeszcze dorosłym, zawsze bardzo mocno do mnie trafiają. Pomimo bowiem tego, że mam 24 lata, od lat już mieszkam sama i sama na to utrzymanie pracuję, to wciąż czasem dopadają mnie rozmyślania i wątpliwości takie jak te, które trzymały się Salvatore'a - Sally'ego, Salvie'ego - na kartkach ,,Niewyjaśnionej logiki mojego życia". Kim jestem? Kim będę? Kim chcę być? I dlaczego człowiek - ja - jest, jaki jest? Ile ma nad tym kontroli? Myślę, że są to pytania, które wielu ludzi zadaje sobie w pewnych momentach swojego życia, w różnym wieku. Sądzę jednak, że są to rozterki szczególnie trudne u schyłku ,,nastolactwa", kiedy wszystko wokół wydaje się krzyczeć: dorośnij i po prostu wiedz. Sáenz pięknie uchwycił tę gorączkę, ten pośpiech, to napięcie.  Jednocześnie jednak ,,Niewyjaśniona logika mojego życia" jest wspanial...

,,Jak sprzedać nawiedzony dom" - poradnik dla opornych

Obraz
,,Jak sprzedać nawiedzony dom" było moim trzecim (po ,,Final girls" i ,,Poradniku zabójców wampirów Klubu Książki z Południa") i jak do tej pory najbardziej udanym spotkaniem z twórczością Hendrixa. Dotychczasowe lektury nie urwały mi stosownej części ciała z zachwytu - nie było tak również, niestety, z tą najświeższą - jednak nasza relacja powoli acz konsekwentnie zmierza w coraz lepszą stronę. Co poszło nie tak? Mniej więcej cała pierwsza połowa. Niestety, była dla mnie tak mało interesująca i angażująca, że gdyby nie moje solenne przyrzeczenie, że nie porzucam żadnej lektury, nigdy by do tej recenzji nie doszło. A doszło, bo też w momencie, w którym perspektywa przeskoczyła z Louise na Marka, na jego opowieść o życiu z Pupkinem (w Pupkinie?) coś między nami kliknęło. I trzymało już do końca. Nie, oczywiście, żebym miała cokolwiek przeciwko Louise. W zasadzie to moim zdaniem kreacja postaci poszła Hendrixowi naprawdę fantastycznie. Postawił przed nami nie tylko rodzeńs...

,,Pan Kołysanka", czyli dlaczego NIE włazimy do dziwnych tuneli, w których czasem pojawiają się odcięte kończyny

Obraz
,,Pan Kołysanka" zdecydowanie przyciągnął mnie do siebie klimatem, który zapowiadał opis. Tajemniczy świat, w którym mieszkają senne koszmary i ludzie pogrążeni w śpiączce? Tunel kolejowy, powiązany z niewyjaśnionym ciągiem śmierci, okaleczeń i zaginięć? Już lecę szykować popcorn. W rzeczywistości czekało mnie jednak rozczarowanie - spotkanie z powieścią w większości nijaką, a w reszcie irytującą.  Zacznę może od tempa akcji. Z jednej bowiem strony mamy wydarzenia biorące chyba udział w wyścigu saneczkowym na speedzie, patrząc na to, z jaką prędkością leciały jedno za drugim. I okej, nie mam nic przeciwko samej w sobie szybkiej akcji, natomiast tutaj działo się tyle, że naprawdę, wciśnięcie tego wszystkiego w... 3 dni? Wydaje się mocno przesadzone. Z drugiej zaś strony niektóre wydarzenia były tak "od czapy" i niemiłosiernie się wlokące, że już nie wiedziałam, które tempo bardziej mnie irytuje. Co do bohaterów - klnę się na wszystkie świętości, że nie pamiętam, kiedy ost...

,,Nie tylko pomarańcze..." - semi-autobiografia kobiety queerowej {lesbijski klub książki #1}

Obraz
Uwaga: pierwsza recenzja sponsorowana przez Lesbijski* Klub Książki (tzn. mnie, lesbijkę, bo tak lubię to tak mam). *nie, książki nie będą wyłącznie lesbijskie, będę wygrzebywać i oceniać najbardziej undergroundowe i microlabelkowate queerusie jakie tylko wydano. Smacznego! Jeanette Winterson urodziła się w 1959 roku w mieście Manchester, w Anglii. Jej matka - która w chwili narodzin córki miała 16 lub 17 lat - oddała Jeanette do adopcji. Jej adopcyjni rodzice, państwo John i Constance Wintersonowie, byli osobami bardzo religijnymi; przewidywali dla swojego jedynego dziecka życie w służbie Bogu. Jeanette zaś, jak się okazało, była lesbijką - i o tym właśnie, jak i zupełnie nie o tym, jest biograficzno-fikcyjna powieść ,,Nie tylko pomarańcze..". Sama Jeanette pisze o tym  ,,Except that I did and didn't want it to be about me, because I had understood early that the only way for me to change my world was to read myself as a fiction as well as a fact. If you are the story, you ar...