,,Pan Kołysanka", czyli dlaczego NIE włazimy do dziwnych tuneli, w których czasem pojawiają się odcięte kończyny




,,Pan Kołysanka" zdecydowanie przyciągnął mnie do siebie klimatem, który zapowiadał opis. Tajemniczy świat, w którym mieszkają senne koszmary i ludzie pogrążeni w śpiączce? Tunel kolejowy, powiązany z niewyjaśnionym ciągiem śmierci, okaleczeń i zaginięć? Już lecę szykować popcorn.

W rzeczywistości czekało mnie jednak rozczarowanie - spotkanie z powieścią w większości nijaką, a w reszcie irytującą. 

Zacznę może od tempa akcji. Z jednej bowiem strony mamy wydarzenia biorące chyba udział w wyścigu saneczkowym na speedzie, patrząc na to, z jaką prędkością leciały jedno za drugim. I okej, nie mam nic przeciwko samej w sobie szybkiej akcji, natomiast tutaj działo się tyle, że naprawdę, wciśnięcie tego wszystkiego w... 3 dni? Wydaje się mocno przesadzone. Z drugiej zaś strony niektóre wydarzenia były tak "od czapy" i niemiłosiernie się wlokące, że już nie wiedziałam, które tempo bardziej mnie irytuje.

Co do bohaterów - klnę się na wszystkie świętości, że nie pamiętam, kiedy ostatnio w czytanej przeze mnie książce najmniej kartonową postacią był główny antagonista. A tu proszę - bardzo zgrabnie zarysowany (paskudny) charakter, backstory, motywacja. Głównych protagonistów za to nie tylko dałoby się podsumować w trzech słowach, ale też nie budzili we mnie żadnego przywiązania ani w ogóle większych emocji. Cud, że w ogóle pamiętam ich imiona. (Serio - Gideon, Beth, Maddy, Jax). 

Jedna rzecz wydała mi się natomiast na tyle dziwna, że zaczęłam podejrzliwie patrzeć na autora - no bo kto pisze postać dziewczyny, która, opuszczając dom rodziców, dramatycznie informuje matkę (i, w konsekwencji, ojca mającego ją za kobietę lekkich obyczajów), że jest dziewicą?? Kogo to obchodzi w momencie, w którym ta właśnie dziewczyna została niemal zamordowana, zapadła w śpiączkę, wybudziła się i wkroczyła prosto w ogień akcji? Jakie ma znaczenie, że kolejna dziewczyna i chłopak, który podkochiwał się w niej od dzieciństwa, stracili wspólnie dziewictwo (nie będąc razem, ale za to płodząc w trakcie nowego podatnika), po czym chłopak (nie wiedząc, oczywiście, o bąbelku) ruszył w długą na wojnę, podczas której, CO JEST PRZECIEŻ NIEBYWALE ISTOTNĄ DLA FABUŁY INFORMACJĄ, nie uczęszczał do domów uciech? Gratulacje dla tego pana! Brak za to gratulacji dla WSZYSTKICH osób aktywnych seksualnie w trakcie naszej wspaniałej lektury, które co do jednej pożegnały się z życiem. Zaczęłam w pewnym momencie odnosić wrażenie, że próbuje mi się coś podprogowo przekazać.

Zakończenie za to tylko dolało oliwy do ognia mojej niechęci, bo... w sumie to w ogóle za bardzo nie było zakończeniem. Jedni zrobili szybkie pif-paf, ktoś umarł, ktoś zniknął. No i tak sobie wisimy, i nikomu to nie przeszkadza - poza mną.


by Daria Michalska

J. H. Markert//,,Pan Kołysanka"//recenzja

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

,,Nie tylko pomarańcze..." - semi-autobiografia kobiety queerowej {lesbijski klub książki #1}

,,Las Birnamski", czyli plants vs capitalism

,,Jak sprzedać nawiedzony dom" - poradnik dla opornych