,,Morfina" - strach przed bólem, strach przed życiem




Nadwyrężyłam sobie niedawno nadgarstek, wobec czego zamiast zgodnie ze swoim zwyczajem napisać recenzję ręcznie, chciałam użyć do tego komputera. Jednak już po kilku zdaniach poczułam, że coś jest nie tak - że tak bolesna, piękna historia potrzebuje bardziej intymnego podejścia. Tak więc jesteśmy. Ja, mój notes, i mój długopis. Oraz Maki i Hide.

Mam 24 lata i nigdy jeszcze nie doświadczyłam żałoby. Myślę o tym, o śmierci kogoś bliskiego, tym częściej, im starsza jestem. Przeraża mnie to i nie jestem gotowa na ból, którego nawet nie umiem sobie wyobrazić. Rozumiem więc, choć jakby w odbiciu lustrzanym, lęk Maki. Maki, która nie boi się kolejnej straty, a tego, co wisi nad nią jak samospełniająca się przepowiednia. Tego, co nazywa klątwą, tego, co zabije ją zanim ukończy 32 lata. 

,,Morfina" nie jest mangą fantasy, więc oczywiście nic takiego jak klątwa tutaj nie istnieje. Istnieje natomiast trauma. Trauma, którą rozumie każdy, kto wychowywał się w przemocowym domu, kto wie, że pewne słowa, pewne doświadczenia, pewne lęki zostają z nami i zmieniają chemię naszego mózgu. Nasze postrzeganie. Postrzeganie Maki zmienia się po tym, jak jej matka - w wieku właśnie 32 lat - popełnia samobójstwo. Po tym wydarzeniu jej ojciec (agresywny alkoholik) zaczyna znęcać się nad dziećmi i powtarza obu córkom, że one również nie dożyją tego wieku. W przypadku starszej z córek ma rację - sam przyczynia się do jej śmierci.

Maki, na pierwszy rzut oka, udaje się poukładać swoje życie. Zostaje lekarką, zaręcza się. Cały czas jednak myśli o śmierci. Przejawia się to w jej koszmarach, w których nie jest w stanie ocalić siostry, jak i w samej jej profesji - Maki nie jest zwyczajną lekarką, poświęca się opiece nad umierającymi pacjentami. Widzimy u bohaterki zarówno myślenie pasywno suicydalne, jak i przepełnione lodowatym strachem przed śmiercią, przed wyślizgnięciem się życia z jej rąk, przed spełnieniem się klątwy. I dla mnie było to coś ogromnie przykrego, widzieć to - naprawdę widzieć, bo strona wizualna ,,Morfiny" to coś cudownego - i wiedzieć, że to nie jest tylko wymyślona historyjka, że miliony ludzi żyją tak na co dzień. Kobieta trwa w zawieszeniu, rzucając się w wir pracy, próbując nie pozwolić sobie na rozpamiętywanie bolesnej przeszłości.

Przeszłość jednak nic sobie z tego nie robi i dogania ją u schyłku 31-go roku życia. Przeszłość w postaci ukochanego, który porzucił ją przed laty, znikając bez słowa. Ukochanego, który, umierający, pojawia się w hospicjum, którym kieruje narzeczony Maki. 

Hide i Maki byli parą przez ponad cztery lata, podczas studiów. Ze wspomnień kobiety wynika, że była z nim naprawdę szczęśliwa, jest on też jedyną osobą, której opowiedziała o swojej klątwie. Hide powraca i wywraca poukładane, zdawałoby się, życie Maki do góry nogami. Fokus, skierowany na śmierć kobiety, której mamy się spodziewać, przenosi się nagle na utalentowanego muzyka, który faktycznie umiera, jako że cierpi na glejaka, guza mózgu. Hide był z początku postacią, której zupełnie nie rozumiałam. Nie mogę powiedzieć ,,nie lubiłam", ponieważ tu o sympatię bąź antypatię zupełnie nie chodzi. Po prostu tak, jak Maki mogłam przejrzeć na wskroś, Hide pozostawał dla mnie zagadką. Dlaczego zniknął? Dlaczego wrócił? Odpowiedź poznałam niemal na samym końcu i zupełnie poprzestawiała mi w głowie. Poruszyło mnie to, że człowiek, który po otrzymaniu diagnozy odbierającej sens jego życiu (glejak spowodował bowiem u Hide paraliż części ciała, przez co nie mógł już tworzyć muzyki) wykorzystuje resztę swojego czasu, by nadać sens życiu byłej ukochanej; by pokazać jej, że jest bezpieczna, że jej paraliż - ten strach, który powstrzymywał ją przed życiem - może się cofnąć. 

,,Morfina" jest mangą absolutnie przepiękną. Wizualnie - każdy kadr jest dopieszczony z najwyższą troską, kreska jest bardzo w moim guście i fenomenalnie przekazuje - bardzo przecież ciężki - ładunek emocjonalny. Historia jest równie piękna, równie mocna, równie żarłoczna. Nie ma tu miejsca na niepotrzebne dywagacje, każde słowo i zdarzenie dawało mi szerszą perspektywę, większe zrozumienie.

,,Morfina" jest mangą, która zmusza do refleksji. O przemocy i o tym, jaki ślad zostawia. O ulotności życia. O potędze samostanowienia i o szacunku do decyzji drugiego człowieka, niezależnie od tego, czy nam się ona podoba, czy nie. Ale przede wszystkim ,,Morfina" jest historią o miłości, która jest w stanie pokonać ból, chorobę i śmierć. O miłości, która trwa, która - nawet jeśli przestaje być miłością do kochanka - pozostaje miłością do człowieka.


by Daria Michalska

Chika Adachi & Kumiko Saiki//,,Morfina"//recenzja

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

,,Nie tylko pomarańcze..." - semi-autobiografia kobiety queerowej {lesbijski klub książki #1}

,,Las Birnamski", czyli plants vs capitalism

,,Jak sprzedać nawiedzony dom" - poradnik dla opornych