,,Skrucha"... tylko czyja?
,,Skrucha" jest powieścią w powieści - historia, jaką podaje nam Clark, jest relacją podstarzałaego, przebrzmiałego już pisarza, Aleca Z. Carelliego, na temat wydarzenia mającego miejsce kilka lat wcześniej w nadmorskiej miejscowości Crow-on-Sea. Wydarzenia, które wstrząsnęło całą miejscową społecznością - bo tak właśnie się dzieje, kiedy nastolatka pada ofiarą tortur i morderstwa ze strony trzech koleżanek z liceum. Ludzie są wstrząśnięci, przerażeni, zszokowani, może nawet zrozpaczeni. Prawda?
Eliza Clark fantastycznie łączy ze sobą różne media i źródła - wywiady, blogi, podcasty, sekcje komentarzy pod postami i calloutami, mniej lub bardziej prywatne notatki - żeby stworzyć przed czytelnikiem iluzję prawdziwego reportażu. Tylko że właśnie na tym słowie - ,,prawdziwego" - zaczynają się schody.
SJP: prawdziwy
1. zgodny z rzeczywistością; realny; rzeczywisty
2. taki, jaki powinien być lub jaki zwykle bywa (np. prawdziwy uczony, prawdziwa niedojda)
Zgrzyt pojawia się już na samym początku. Zamieszczona transkrypcja jednego z podcastów typu true crime, prowadzonego w niewyobrażalnie obrzydliwy, pozbawiony szacunku sposób, prowokuje do rozważań. Czy można opowiadać o sprawach prawdziwych morderstw (oraz innych przestępstw), o prawdziwych zabójcach, a przede wszystkim o prawdziwych ofiarach, w sposób etyczny? Czy tworzenie treści - często w celach zarobkowych - w których twórca drobiazgowo (bądź nie, bo nie da się założyć, że każdy taki twórca robi głęboki research) rozkłada daną sprawę na czynniki pierwsze, jest oddaniem szacunku i upamiętnieniem skrzywdzonego człowieka, czy jednak rozdrapywaniem ran tych, którzy przeżyli? Czy konsumowanie treści true crime nas uwrażliwi i edukuje, czy zobojętnia na cierpienie osoby, która jest dla nas przecież tylko zbitką liter w emocjonującej, przyspieszającej puls sprawie?
,,Skrucha" jest kopalnią pytań, refleksji, wynurzeń. Najpierw zmusza nas do testowania własnych przekonań i uprzedzeń (unconscious bias), a potem nie pozwala nam sprawdzić, czy są zgodne z rzeczywistością. Bo przecież to, o czym pisze Alec, literacka kukiełka w rękach fantastycznej w swym fachu Elizy Clark, nigdy się nie wydarzyło. Nie możemy pogrzebać głębiej, nie możemy się dokopać do innych relacji, nie możemy porównać słowa ze słowem. I to, moi Drodzy, doprowadzało mnie do białej gorączki. Dlatego, że to wszystko mogło się zdarzyć. Dlatego, że wydawało się tak bliskie, tak realne, jakby mogło do mnie krzyczeć z pierwszych stron gazet.
Jestem pod ogromnym wrażeniem dwóch rzeczy - po pierwsze, niesamowitego stylu, z jakim Clark budzi do życia swoje potwory. Nie postacie, nie, bo zwykłe postacie są zbyt płaskie dla Clark, która swoje kreacje składa w niemal dotykalnych ludzi z pasji, kompleksów, upodobań, obsesji, wściekłości, zauroczeń, wahania, bólu, euforii, tęsknoty... człowieczeństwa. Po drugie - i tu musiałam sobie na chwilkę usiąść w momencie, w którym to do mnie dotarło - Clark jest mistrzynią subtelnych paralelizmów tematycznych. W kontekście postaci jest to na przykład Alec wspominający w nie do końca neutralnym tonie o skupianiu się wyłącznie lub w większym stopniu na sprawcach niż ofiarach (no bo bądźmy szczerzy - kto zna nazwiska ofiar Kuby Rozpruwacza? Dahmera? Bundy'ego? nie jest to na pewno większość ,,fandomu"), dochodzącego nawet do obsesji na ich punkcie bądź romantyzowania ich historii przez tzw. ,,creekerki", po czym - tak zgadliście! - skupiający się głównie na sprawczyniach, a nie ofierze.
Sama postać Aleca również jest nieco kontrowersyjna, a już na pewno hipokrytyczna, ale szczerze zachęcam do samodzielnego wysnucia wniosków na ten temat po lekturze ,,Skruchy".
Joan, Angelica, Dolly i Violet. Cztery dziewczyny, które miały tak wiele do powiedzenia, do zrobienia, do osiągnięcia, ale których życie zostało bezpowrotnie utracone - dla jednej z nich dosłownie. Dziewczyny, które znają prawdę, której my nigdy faktycznie nie poznamy, z najbardziej banalnego pod słońcem powodu. Po prostu nas tam nie było. I mi, i wam, moi Drodzy, pozostają tylko domysły, założenia i frustracja. Dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu.
by Daria Michalska
Eliza Clark//,,Skrucha"//recenzja

Komentarze
Prześlij komentarz