,,Las Birnamski", czyli plants vs capitalism


,,Las Birnamski" jako koncept bardzo mnie zaciekawił. Grupa działaczy ekologicznych, organizacja non-profit postulująca korzystanie z dobrodziejstw ziemi, zakładająca - mniej lub bardziej legalne - ogródki uprawne na nieużytkach. Miliarder, który pod przykrywką bycia ,,preppersem", osobą przygotowującą się na koniec świata, wydobywa nielegalnie warte tryliony dolarów minerały, ukryte przed rządem w skałach parku narodowego. Małżeństwo milionerów, sprzedające owemu miliarderowi swoją ziemię, negocjując w umowie zapewnienie przez niego ochrony dla zaginiętych wyginięciem ptaków nie z myślą o samych ptakach, bynajmniej, lecz z myślą o społecznym poklasku.

Największą emocją, jaką we mnie ta lektura wywołała - może nie emocją, lecz stanem - było okrutne zmęczenie. Po pierwsze, moim zdaniem jest to książka bardzo mocno przeintelektualizowana, zwłaszcza przez pierwsze 100-150 stron, kiedy opisy postaci są rozwleczone do bólu; opisy, które równie dobrze można było pozostawić czytelnikowi do wywnioskowania na podstawie faktycznie dziejącej się akcji, zamiast podawać mu wszystko na tacy. Po drugie; nie wiem, czy jest to kwestia tłumaczenia, może w oryginale faktycznie czyta się to inaczej, natomiast przy tak mocnym podkreślaniu, że tak, nasze postacie są super mądre, głębokie i wykształcone, i wyedukowane do granic możliwości, ciągłe wtrącanie ,,bo, kurna, wiesz" i ,,no, człowieku, rozumiesz" brzmi jak niesamowicie sztuczna próba ,,unormalnienia" i ,,uczłowieczenia" bohaterów, która wypada mniej więcej jak znany i kochany mem ,,how do you do, fellow kids".

Myślę, że ,,Las Birnamski" spełnia niejako swoją rolę jako źródło refleksji na temat moralności dążenia do pieniądza jako źródła czynienia dobra a jako źródła własnego bogactwa - zwłaszcza gdy pieniądz ten przychodzi z tego samego źródła, o którym wszyscy zainteresowani wiedzą, że jest moralnie złe.

Ostatecznie zakończenie, w którym wszyscy ponoszą śmierć, nie przyniosło mi satysfakcji. Było tylko fiskalizacją transakcji, o której żadna ze stron nie wiedziała, że musi opłacić.


by Daria Michalska

Eleanor Catton//,,Las Birnamski"//recenzja

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

,,Nie tylko pomarańcze..." - semi-autobiografia kobiety queerowej {lesbijski klub książki #1}

,,Jak sprzedać nawiedzony dom" - poradnik dla opornych